Filmy Książki Prasa Dom Delikatesy Dewocjonalia Kwiaty Podróże Internet TV Zakupy w USA
Imieniny obchodzą: Magdalena i Stefan Wyślij » życzenia » kwiaty



Poszukaj w poradach:
Poszukaj w archiwum:



Zdrowe ciało
» Zdrowym być  » Lekarz radzi  » Chorowanie w US 

Rak - dramat kobiety

- Rozpoznanie: „ma pani raka” jest szokiem. Kobieta oczekuje wówczas wsparcia najbliższych, najczęściej męża. Bywa jednak, że partner zawodzi i skazuje ją na samotną walkę z chorobą.

- Przeprowadziłem tysiące rozmów z chorymi paniami i z towarzyszami ich życia. Po reakcji męża na wiadomość, że żona musi zostać poddana leczeniu onkologicznemu, mogę ocenić, jak układały się relacje w ich rodzinie. Dramatyczna informacja sprawia, że – jak to zazwyczaj bywa w ekstremalnych sytuacjach – partner „odsłania przyłbicę”, ujawnia prawdziwe emocje dotyczące tego związku. Tam, gdzie ludzie autentycznie kochają się i szanują, mężczyzna dzielnie wspiera żonę w walce z chorobą. Obserwacje szpitalne i ambulatoryjne nie świadczą jednak dobrze o mężczyznach. Aż połowa mężów nie towarzyszy żonie w chorobie.


- Amputacji piersi ukryć się nie da. Można natomiast nie przyznać się partnerowi do usunięcia macicy, jajników. Niektórzy lekarze proponują kobietom takie rozwiązanie. Czy zatajenie prawdy jest grą fair?

- No cóż... Jako lekarz nie powinienem namawiać do kłamstw, ale istnieją nadrzędne cele. Operacji usunięcia macicy towarzyszy wiele mitów – uważa się m.in., że jej brak powoduje dyskomfort we współżyciu. Kobieta czuje się mniej wartościowa. Lęka się, że jej partner nie osiągnie pełni doznań seksualnych. Moje pacjentki mówią: on pomyśli, że jestem pusta w środku, niepełna. I, niestety, często nie mylą się... - on tak rzeczywiście myśli i o tym mówi. Spotykam się z utyskiwaniem mężczyzn, że „kiedyś było inaczej”. Oczywiście jest to nieprawda. Braku jajników czy macicy podczas stosunku nie da się odczuć!


- Mówić zatem, czy nie mówić?

- Kobieta sama lub z pomocą psychologa powinna zdecydować, jakie informacje przekazać mężowi. Zależy to od „temperatury związku”, od tego, jak dobrze zna ona partnera i jaką przewiduje reakcję. Musi też rozstrzygnąć dylemat: zostać z poczuciem kłamstwa, niedomówienia, jeśli zatai operację czy narazić na szwank małżeństwo? Dobrze byłoby przeprowadzić rozmowę z partnerem wspólnie z lekarzem, który wyjaśniłby, na czym polega zabieg i jakie niesie później ograniczenia życiowe. Niestety, sądzę, że tylko w przyjaznym związku należy wyznać prawdę. Jeśli kobieta ma wątpliwości, jak zareaguje towarzysz życia, radzę nie informować go o szczegółach. Najlepiej jeśli powie się mu: lekarz zoperował mnie tak jak trzeba, żebym była zdrowa, cieszyła się życiem i żebyś ty cieszył się mną.


- Bywa, że mężczyzna w pierwszym stadium choroby towarzyszy żonie, wspiera ją w trudnej terapii, rekonwalescencji. A potem jednak odchodzi. Nie wytrzymuje presji życia „na wulkanie”, niepewności, czy nowotwór nie zaatakuje ponownie?

- Generalnie odchodzą ci, którzy i tak by odeszli, tylko byli na tyle słabi, że nie mieli siły i odwagi, aby powiedzieć, że związek wypalił się, że pokochał inną kobietę. Choroba staje się wtedy doskonałym pretekstem, wymówką, by odejść. Ci ”herosi” zazwyczaj usprawiedliwiają się przed sobą i otoczeniem: przecież zachorowała nie z mojej winy, nie mogę więc ponosić konsekwencji tego, co się wydarzyło. Często zgłaszają się do mnie mężowie kobiet, którzy wnieśli sprawę o rozwód po operacji onkologicznej żon. Proszą o zaświadczenie dla sądu, że żona po amputacji narządu rodnego jest osobą niepełnowartościową, a jej choroba powinna stać się przesłanką do rozwiązania małżeństwa. Oczywiście takiego zaświadczenia żaden uczciwy lekarz nie wystawi.


- Kobieta podczas kuracji i rekonwalescencji nie jest aktywna w domu jak dawniej. Znam mężczyzn, bolejących nad cierpieniem partnerki, ale i rozczulających się nad sobą – jak on, biedaczek – sprosta nowej sytuacji...

- Dla takiej postawy też nie znajduję usprawiedliwienia. Swoje niechlubne trzy grosze dokładają też rodzina i znajomi. Jakże często padają destrukcyjne uwagi: mój ty męczenniku, wszystko na twojej głowie, możesz to znieść? Zapomina się, że ludzie są ze sobą nie tylko na dobre, ale i na złe. A przejęcie na jakiś czas obowiązków żony na pewno nie wymaga sił gladiatora. Jest też taka grupa „mocarzy”, którzy na wieść o chorobie żony... sami zapadają na zdrowiu. Boją się lub nie chcą zmierzyć się z wyzwaniem losu. Ręce załamuję z bezsilności, kiedy w moim pokoju pacjentka mówi: mąż, biedak, tak się rozchorował, kiedy usłyszał, że mam raka. Nieraz mam ochotę krzyknąć: kobieto oprzytomniej! Zamiast martwić się o faceta, zatroszcz się o siebie.


- Panie profesorze, wyczerpaliśmy już chyba listę niegodziwości panów wobec żon cierpiących na choroby onkologiczne. Mówiąc nieelegancko – „leżącemu bardziej dokopać nie można”?

- Niestety, można! Zdarza się, że mężczyzna, który gdzieś dowiedział się, że - mówiąc potocznie - rak szyjki macicy może być także przenoszony drogą płciową (najnowsze badania to potwierdzają) oskarża kobietę o zdradę. Twierdzi więc, że choroba jest karą za niemoralne prowadzenie się... Tymczasem geneza nowotworu może być inna, a ponadto jeśli mówimy o zdradzie, to może on nie dochował wierności. Ale takie bezpodstawne oskarżenia są dla kobiety druzgocące. I niczego już nie zmienią.


- Jakie scenariusze pisze los kobietom, które zwyciężyły w walce z nowotworem?

- Najróżniejsze. Choroba może rozdzielać, ale może też i związek cementować, zacieśniać więzi. Dać gwarancję, że partner, który sprawdził się w ekstremalnej sytuacji – nie zawiedzie. Jeśli jednak mężczyzna zdecydował się odejść, nie wolno załamywać się, rozpaczać. Najlepiej wymazać go ze swojego życia, bo ktoś, kto odchodzi w tak dramatycznej sytuacji, nie zasługuje nawet na pamięć. Radziłbym jednak stanowczo i konsekwentnie egzekwować świadczenia alimentacyjne dla dzieci. I, o ile to możliwe, dla siebie. Bywają kobiety, które po operacjach ginekologicznych obawiają się współżycia i wspaniałomyślnie zwracają mężowi wolność lub godzą się z obecnością kochanki. Życie pisze różne scenariusze. Najważniejsze jest to, by nie bać się żyć „po raku” i nie stresować, bo żadna choroba tego nie lubi. (PAI)


wydrukuj   |   wyślij znajomemu
Zanim schudniesz
Dieta podstawowa - Bez wyrzeczeń i udręki
Polub niektóre bakterie
Sprytniejsza od grypy
Obserwuj pieprzyki
Śmiech to zdrowie
Pięć szybkich reakcji na dziecięce dolegliwości
Sposoby na zmęczone oczy
Cellulitu nie usunie krem
Na zimowy poranek
Trzymaj się ciepło
Unikamy przeziębienia
Jak bronić się przed grypą
Szczęście dobre na serce
Herbaciane oblicza
Dieta na piątkę - Dieta dr. Hempere
Piersi jak nowe - Rozmowa z dr. Markiem Szczytem, specjalistą chirurgii plastycznej
Anemia - Zmora młodych kobiet
Leczenie tańcem - Dla ciała i ducha
Dieta życia - Co jada Holywood?
Kapuśniak na śniadanie, obiad i kolację
Witaminowa dieta weekendowa - Mniej w talii, lepsza cera
Choroba weekendowa - Czas wolny należy planować jak pracę
Najwięcej witaminy mają...
strona główna Powrót na strone główną Poradników
| O portalu | Bezpieczeństwo | Prywatność | Pomoc | | Poślij znajomym | Startuj z NY.PL |